|
|
|
Od piętnastu lat pogrywam sobie tu i tam, chociaż zawsze potrzebowałem współmuzykantów, to nie
odczuwam do nich nawet sentymentu. Każdy ruch zawdzięczam tylko sobie i nie żałuję ani jednego
dnia swojego podłego życia. Każdy na równi inkasował korzyści i prędzej czy póĄniej nasze drogi
rozchodziły sie. Jedni pozakładali rodziny, inni popadli w nałogi, a jeszcze inny wyjechali w
świat. W tamtych korzyściami nazywaliśmy stan zadowolenia. Dzisiaj nie potrafię przyrównać
obecnej rzeczywistości do minionej, zresztą po co? Chociaż podświadomie marzyliśmy o czymś więcej,
to tak naprawdę starczało nam nasze własne osiedle. W każdym domu kultury czy szkole średniej,
można było skorzystać z gitar,
perkusji, mikrofonów i wzmacniaczy, więc jeżeli ktokolwiek w tej
chwili pierdoli wam głupoty, że kiedyś było trudniej rockowcom, bo rządziła komuna, a wy macie
miód, to ja wam mówię, że to niedowartościowany frustrat, albo przegrany frajer.
Wówczas starczały tylko chęci, odpłacone, co najwyżej satysfakcją. Sprzęt państwowy bez trudu
stawał się prywatnym, jeżeli oczywiście utrzymywałeś towarzyskie znajomości z kierownictwem
jakiejkolwiek placówki kulturalnej. Można było bezkarnie okraść wymienioną instytucję, bo
komisyjnie spisywano braki na konto zużycia wskutek eksploatacji i nikt nie ponosił żadnych
konsekwencji. Dzisiaj nie przyznajemy się do tego i każdy degenerat robi z siebie ofiarę
komunizmu, ale tak naprawdę wszyscy byliśmy mniejszymi lub większymi złodziejami. Osławiona
cenzura nie była taka straszna, jak ją wspominają. Owszem, działała, ale dotyczyła sztuki typu
film czy teatr - rockowcy to raczej mieli tylko ubaw. W każdym razie nikomu zweryfikowany tekst
nie przekreślił "kariery", a jeżeli ktoś popadł w depresję z tego powodu, to do dzisiaj jest
nieudacznikiem. Niektórzy moi rówieśnicy żalą się wam, przytym cholernie przesadzając, po to
tylko, żeby zaznaczyć swoją obecność. Nie rozumieją, że nastąpiła odwieczna i naturalna zmiana
sztafety. Polityka dotyczyła naszych rodziców, chociaż nam zdawało się inaczej. Mieliśmy po 14-15
lat, kiedy ogłoszony
stan wojenny i przeżyliśmy niezłe widowisko. Jeżeli ktoś dostał od milicjanta
wpierdol, czy wniosek do kolegium, to w zasadzie (tak jak dziś) sam się o to dopraszał, bo takie
to już jest prawo cielęcego wieku. Dzisiaj macie demokratyczne luzy i wolność słowa, ale zapewniam
was, że rozrabiacie groĄniej, a i konsekwencje się zaostrzyły. Moje pokolenie robie z siebie
pieprzonych bohaterów, bo zazdrości i starzeje się, ale tak naprawdę to mieliśmy nad wami inną,
przemilczaną, ale dla mnie istotną przewagę: BYLIŚMY TOLERANCYJNI !!!
|
|